piątek, 16 grudnia 2011
Wigilia ZNÓW
Dni pędzą, że tak powiem na zbity ryj. Nie mam czasu żeby usiąść i otworzyć książkę, a kiedy już ją otwieram, to dziękuję Bogu, że nie mam prawa jazdy, bo czytam jedynie w tramwaju.
Z przerażeniem wyczekuję pięknych świąt, które ludzie zamieniają w koszmar przymusu spędzania ich z rodziną. Pół biedy, kiedy rodzina jest do rzeczy…
Marzy mi się spokojna Wigilia, przy której wspomina się to co faktycznie zaistniało w tym dniu, choć data jest wielce umowna i naciągana. Drażni mnie nieumiejętność mówienia o Bogu przy naszym jakby nie było chrześcijańskim – ekumenicznym stole, która zastępowana jest gloryfikacją jedzenia, bynajmniej nie przeze mnie.
Od dziś zmieniam datę Bożego Narodzenia. Będzie lepiej i dla mnie, i dla Królika, który 24 grudnia o 16.40 śmiał się urodzić i w związku z tym przez cały rok nie ma prezentów, a na święta tonie w ich nadmiarze.
niedziela, 11 grudnia 2011
Zawór bezpieczeństwa
Kłębowisko myśli zabija mnie wewnętrznie. Co jakiś czas zawór bezpieczeństwa w postaci zakamuflowanego przed dziwnymi ludźmi bloga muszę odkręcić. Inaczej grozi mi zdebilnienie totalne.
W swojej nieostrożności podałam bowiem dostęp do własnych myśli osobom niepowołanym i odbiło się to szeregiem niechcianych historii, które zaistniały bardzo szpetnie w osobistym życiu moim. Cóż jednak, jak jest się durnym i sili się na zdaniotwórstwo pod publikę, która: wyciąga pochopne wnioski, nadinterpretuje teksty przeczytane - twierdząc w swoim zdufaniu, że to o niej mowa oraz widzi demona na każdym drzewie - trudno się dziwić, że dostaje się po dupie.
A zatem drogi czytelniku, jesli myślisz, że piszę o Tobie - mylisz się! To wszystko jest jedynie fikcją literacką, a zbieżność imion i nazwisk nawet nie jest przypadkowa lecz w ogóle nie występuje.
niedziela, 17 stycznia 2010
Zjazd mądrych wiast
I od razu lżej się robi na duszy. Niby takie duchowe (bo to niektóre żony duchownych) ale jakie normalne. Ich dzieci też chorują i czytają Tolkiena, a one same mają alergię :) i umierają na posterunku służby dzieciom.
Mądre po którymś z kolei spotkaniu nauczyły się mniej mówic i robić to bardziej do rzeczy. W ciągu 5 godzin udało się nam omówić wszystko co założyłyśmy, a nawet obiad zjeść. Pozytywnie, bardzo pozytywnie. Nawet z chęcią pisałam protokół, do którego załącznikiem jest piosenka o murzynkach.
wtorek, 05 stycznia 2010
2010 - nowy, trochę nadgryziony
Od razu biegnę tłumaczyć, że zlecenia jeszcze nie wykonałam. Chyba potrzebować będę jakiejś dodatkowej motywacji przy kawie.
Rok 2010 oprócz przeniesionych lęków i potworów przyniósł ze sobą osobliwe objawienia dotyczące różnych osób i samej siebie, żeby jednak opisać owe spostrzeżenia musiałabym założyć nastęny blog obwarowany stadem haseł. Zaskoczenie, rozczarowanie - to bardziej i mniej miłe oraz ciche "a nie mówiłam" towarzyszą mi od kilkunastu dni.
Mam nieodparte wrażenie, że powinnam zawsze poznać dwie strony medalu... a Królik dostał czerwone światło do żłoba z okazji swoich chorych uszu.
sobota, 26 grudnia 2009
Zlecenie
Zlecone zostało mi przetłumaczenie Psalmu 23 na język nieużyteczny. W związku z tym, będę musiała solidnie otworzyć Biblię i nawet zastanowić się nieco nad samą sobą. Już widzę jak oporna jestem - osioł ma więcej dobrej woli w sobie. Później czeka mnie znów wędrówka śladami królów Izraela, co pokaże mi moją wielką niewiarę i beznadziejną sytuację własnego umysłu. Próbuję znaleźć wyjście, cały czas próbuję, ale nie jest łatwo wyplątać się ze strachu, w którym pływam nieustannie. Nawet tego zlecenia się boję i tego, że otworzę się i znów będę sprawdzona.
I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw od złego...
niedziela, 20 grudnia 2009
Wysypka
Jak przypuszczałam dzień zaczął się kolejną wiadomością, że kogoś nie będzie. Później już tylko bojkot konkursu motywującego przez przewrażliwionych rodziców, bo przecież konkurs z założenia krzywdzi biedne, małe dzieci. O jeja, o jeja, o jeja... jakby powiedział mój małż. Mam alergię na tych ludzi i chyba się sama ekskomunikuję. I musze to napisać, bo inaczej pęknę i się rozsypię, albo mnie wysypie.
A świąt jak zwykle nie lubię! Wasz Grinch.
|
Zakładki:
Czytam
T. osobisty
Terapia zastępcza
|